Ładowanie
×

Rozmowa z Piotrem Pawlakiem wybitnym pianistą

Rozmowa została zarejestrowana po finałowym koncercie 21 Festiwalu Księżnej Daisy w Filharmonii Sudeckiej

Po pierwsze dziękujemy za wspaniały koncert. Widziałem po publiczności, że nie chciała wyjść z sali. Zresztą… podwójne bisy to coś niesamowitego. Jak Pan się czuł, grając w Filharmonii Sudeckiej?

Bardzo dobrze się czułem. To jest piękny obiekt, piękna akustyka, w której można wiele wykreować i ten fortepian odnalazł się tam znakomicie. No i publiczność, którą obserwowałem… cały czas aktywnie słuchała mojego występu i dzięki temu mogłem w jakiś sposób do nich przemawiać, bo zawsze dopiero można wtedy zacząć muzykować kiedy ktoś słucha. Jeżeli robimy coś sami dla siebie, to muzyki tak naprawdę nie ma.

Usłyszeliśmy piękny instrument, magiczne dźwięki. Jaka jest różnica między grą na historycznym fortepianie, a takim bardziej współczesnym?

To inne granie jest ze względu na to, że po prostu fortepiany miały wtedy odmienną konstrukcję od obecnego pudła, które jest drewniane i nie pozwala na taki naciąg strun jaki zastosowano we wczesnym fortepianie. Mechanika jest prostsza, z jednej jednak strony daje lepszy kontakt – bezpośrednio ze strunami, ale z drugiej strony – wydaje się za wolna. Zdarza się że coś się opóźni, nie zacznie o czasie. Czasami po prostu trzeba poszukać innych wartości niż te, które mamy za darmo na takim instrumencie współczesnym. Nie mamy takiej pełni brzmienia, żeby się przebić przez orkiestrę. Muszę bezustannie poszukiwać jakiejś zmiany koloru, żeby wyrazić pożądaną intensywność czy głębię brzmienia. Po prostu trzeba zamienić jedne środki na inne, prawdopodobnie dzięki temu właśnie zbliżamy się do tej muzyki, tak jak została skomponowana. To ten fortepian współczesny jest dostosowany do Chopina, a nie odwrotnie!

Podczas koncertu usłyszałem opinię, że jest Pan “nie z tej epoki”. Zgodzi się Pan z tym stwierdzeniem?

  Nowe schronisko dla bezdomnych zwierząt w Wałbrzychu

Nie wiem, dobrze się czuję w tym XXI wieku, chociaż rzeczywiście czuję także duże połączenie z tamtymi czasami… wiem, jak wówczas wyglądało muzykowanie, nauka muzyki, więc staram się kultywować pewne te tradycje. Mam na myśli na przykład tradycje improwizacji, bo Mozart i Chopin byli improwizatorami. Ta praktyka trochę umiera – stwierdzam z żalem… w zasadzie, poza jazzem, już o nią ciężko…

Usłyszeliśmy także Orkiestrę Barokową, ale… bez dyrygenta. Jak się gra w takim momencie, w taki sposób – bez przewodnika, “muzycznego Koryfeusza”?

Jest trochę łatwiej w pewnym sensie, dlatego, że nawiązuje się bezpośredni kontakt z muzykami. To jest mały skład, kilkanaście osób, więc nie jest potrzebny ktoś, kto to zsynchronizuje. Ja muszę zagrać wspólnie z klarnecistą, który siedzi 5 metrów ode mnie.. gram z altówką czy z wiolonczelą, która jest tuż obok, której można przekazać ten “puls” czy emocje bezpośrednio. W pewien sposób gra się łatwiej, bo można sobie na więcej pozwolić, również w kwestii takiego spontanicznego kreowania.

Jest Pan nie tylko wybitnym pianistą, ale i matematykiem. Gdzie łączą się te dwa światy: matematyka i muzyka?

Cała muzyka, system notacji, jest czystą matematyką, to jak wszystko się dzieli i łączy. Matematyka jest takim dla mnie ułatwieniem w poszukiwaniu różnych rozwiązań interpretacyjnych. Kiedy już szukam jakiegoś najlepszego wyjścia muzycznego, siadam do tego jak do problemu matematycznego, który próbuję rozwiązać, znajdując najlepsze możliwe rozwiązanie.

W zeszłym roku roku podczas Festiwalu napisano w mediach, że skradł Pan serca publiczności. Ja dzisiaj miałem wrażenie, że nie tylko serca, ale również dusze…

Jeśli tak się zadziało, to jest mi bardzo miło, bo to nie jest moje wrażenie tylko wrażenie publiczności. Ja się cieszę, bo o to chodzi w muzyce. Muzyka ma coś przekazywać.

  Muzyka, która dotyka nieba zabrzmi w Filharmonii Sudeckiej 

Na koniec chciałbym jeszcze zapytać o fenomen Fryderyka Chopina. Jak wytłumaczyć fakt, iż blisko 2 miliony ludzi w Polsce zasiada przed telewizorami i ogląda Konkurs Chopinowski?

Konkurs Chopina… to jest swego rodzaju tak jak z tym, że ludzie oglądają piłkę nożną. Natomiast jeśli chodzi o samą postać, to warto podkreślić, że jest to kompozytor, który osiągnął niewiarygodną naturalność w swoich utworach. Nie ma tam niczego na siłę, jest tak jakby to było idealne i naturalne, jakby nie dało się tam wymienić żadnej nuty. Nadmienię, że takich kompozytorów w przeciągu rozwoju ludzkości było tylko dwóch.

Dziękuję serdecznie za rozmowę. 

Rozmawiał Paweł Szpur

Share this content:

Opublikuj komentarz