Ładowanie
×

Jazzowy puls metropolii – Recenzja koncertu „Trąbka w wielkim mieście”

W miniony piątek, 24 kwietnia 2026 roku, mury Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu wypełniły się dźwiękami, które przeniosły słuchaczy prosto na tętniące życiem ulice Nowego Jorku i Paryża. Koncert „Trąbka w wielkim mieście”, odbywający się w ramach Wałbrzyskich Dni Jazzu, był fascynującą podróżą przez style, dekady i nastroje.

Pierwsza część: Wirtuozeria i lekkie niedopowiedzenie
Wieczór otworzyły energetyczne fragmenty z musicalu On the Town Leonarda Bernsteina. Od pierwszych taktów można było podziwiać energiczną i niezwykle żywiołową dyrygenturę Macieja Tomasiewicza, który z wielką precyzją, a jednocześnie luzem godnym jazzowego mistrza, prowadził Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Sudeckiej.

W tej części koncertu na szczególne uznanie zasłużyła sekcja instrumentów dętych. Ich brzmienie w utworach Bernsteina, a także w technicznie wymagających Concertinach Paula Vidala oraz Josepha Jongena, było soczyste, pewne i pełne blasku. Solista wieczoru, Patrycjusz Gruszecki, udowodnił, że trąbka w jego rękach to instrument o nieograniczonych możliwościach barwowych – od drapieżnych, miejskich fraz po liryczne, niemal śpiewne partie.

Jednakże w kuluarach podczas przerwy dało się wyczuć pewną konsternację. Publiczność, przyzwyczajona do narracyjnego prowadzenia tak tematycznych koncertów, była zaskoczona brakiem prelegenta w pierwszej części. Choć muzyka broniła się sama, brak słowa wstępnego pozostawił u słuchaczy lekki niedosyt informacji o prezentowanych dziełach.

Druga część: Narracja i filmowy blask
Sytuacja zmieniła się diametralnie po przerwie. Na estradzie pojawił się Jakub Karmelita, który objął rolę narratora. Zrobił to w sposób mistrzowski – z ogromną swadą i lekkością przeprowadził słuchaczy przez świat musicalu On the Town (do którego odniósł się w swoich zapowiedziach) oraz pozostałych kompozycji. Jego obecność uporządkowała muzyczny krajobraz wieczoru i nadała mu odpowiedni kontekst.

Druga połowa koncertu należała do instrumentów smyczkowych. W Scenie baletowej Władysława Szpilmana oraz słynnej Suicie na orkiestrę rozrywkową nr 1 Dymitra Szostakowicza, smyczki zachwycały głębią i jedwabistym brzmieniem, idealnie oddając nostalgiczny, a momentami ironiczny charakter utworów. Warto podkreślić znakomitą aranżację Pawła Stuczyńskiego, która pozwoliła w pełni wybrzmieć bogactwu orkiestrowych barw.

  Odsłonięcie pomnika Mileny Drabent i jubileusz ZPiT

Miłym akcentem, który zawsze cieszy ucho wałbrzyskiej publiczności, była możliwość ponownego usłyszenia czelesty – jej perliste dźwięki dodały całości magicznego, niemal bajkowego sznytu, szczególnie w partyturach Szpilmana i Szostakowicza.

Finał i owacje
Wieczór zakończył się w iście wielkomiejskim stylu. Publiczność nie pozwoliła artystom zejść ze sceny bez bisu, za który należą się szczególne podziękowania soliście, Patrycjuszowi Gruszeckiemu. Jego finałowy popis był kropką nad „i” tego niezwykle udanego wieczoru.

Finałem koncertu były długie owacje na stojąco. Wałbrzyszanie po raz kolejny udowodnili, że kochają jazz w symfonicznym wydaniu, a Filharmonia Sudecka potrafi stworzyć widowisko, które zostaje w pamięci na długo po ostatnim uderzeniu batuty.

Paweł Szpur
fot. Dariusz Gdesz – Filharmonia Sudecka

Share this content:

Opublikuj komentarz