Ładowanie
×

Tak powstawało osiedle Piaskowa Góra – rozmowa z Danielem Sip!

Tak powstawało osiedle Piaskowa Góra – rozmowa z Danielem Sip, właścicielem firmy Sirbud Minari, jednym z pierwszych pionierów Piaskowej Góry.

Jak zaczęła się Pana praca zawodowa przy budowie dzielnicy Piaskowa Góra?
Był to rok 1957, a dokładnie 31 maja 1957 roku. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, miałem wtedy zaledwie, albo może i już 17 lat, to były trochę inne czasy, nadmienię, że swoją karierę zawodową zacząłem znacznie wcześniej. W wieku 14 lat podjąłem swoją pierwszą pracę. Była to tak zwana posada “chłopca na posyłki” u jednego z kupców w Szczawnie Zdroju. W tym też wieku musiałem już samodzielnie utrzymywać rodzinę, moją ukochaną mamę i równie ważnego dla mnie ojczyma, który w tamtym czasie był już mocno schorowany. Nie ukrywam, że początkowo właśnie to było dla mnie motorem napędowym do pracy. Dopiero w późniejszym czasie dowiedziałem się czym jest pasja zawodowa i jaką może dać siłę, chęć i werwę do pracy, a przy tym ogromną satysfakcję. Zalążkiem do tego była moja kolejna praca, a konkretnie praca w grupie robót budowlanych numer 8 w przedsiębiorstwie o nazwie Stalinogradzkie Przedsiębiorstwo Przemysłu Węglowego. Pracowałem tam na kopalni Viktoria przy robotach żelbetowych, ogromnie mnie to intrygowało i z pasją podchodziłem do tych prac, jednak lokalizacja kopalni nie do końca mi odpowiadała. Mieszkałem wtedy na Szczawienku i dzień w dzień chodziłem na kopalnię na piechotę w drewnianych chodakach, nie należało to do przyjemności. Jednak teraz wspominam to z sentymentem. Wracając do tematu. 31 maja 1957 roku rozpocząłem swoją karierę w firmie, która w tamtym czasie nazywała się Wrocławskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego numer 2 i znajdowała się przy ulicy Zaułek Pokutniczy 12. Był to początek mojej wspaniałej 30-letniej przygody związanej z prefabrykacją, wielką płytą, żelbetami, wieloma przyjaźniami, które trwają po dziś dzień. Na czele z hasłem “Budujemy nowy dom” i tak też właśnie było. Na naszych oczach powstawały nowe osiedla. Wielka płyta pięła się do góry, a ludzie zyskiwali mieszkania, szkoły, szpitale.
Tak zaczęła się kariera zawodowa?
Tak, zdecydowanie można powiedzieć, że tak. Od 31 maja 1957 roku piąłem się powoli po szczeblach kariery począwszy od najniższych stanowisk, nie spodziewając się zupełnie dokąd te schody prowadzą. Początkowo zacząłem pracować jako robotnik fizyczny. Zawsze byłem sumienny i dokładny, gdy inni w soboty wcześniej zrywali się do domu, ja swoją zmianę kończyłem dopiero wtedy, kiedy robota była skończona, nawet wtedy kiedy moim zadaniem – jako młodego chłopaka – było wyciąganie gwoździ z desek. Nie uciekło to uwadze mojego majstra, który zwrócił uwagę na moją postawę i zaangażowanie, a że nie brakowało mi również sprytu z dnia na dzień uczyłem się nowych rzeczy, co było doceniane przez przełożonych, którzy dawali mi możliwości rozwoju. Zacząłem interesować się obsługą węzła betoniarskiego czterysetki. Ogromnie interesowały mnie wszystkie tematy związane z żelbetem. Mogłem o tym słuchać całymi dniami. Dodatkowo zapisałem się do szkoły wieczorowej, aby jeszcze bardziej zwiększać zasób swojej wiedzy. Po upływie (patrząc z perspektywy lat) krótkiego czasu od momentu rozpoczęcia mojej kariery, dowiedziałem się z pogłosek w pracy, że rozpoczyna się budowa Piaskowej Góry. Pamiętam wywołało to ogromne poruszenie.

Kiedy to było?
Na przełomie 1958 roku. Jak dobrze pamiętam, na Piaskowej Górze był KGR 3. Zgłosiłem się wtedy do Pani inżynier Aleksandry Wesołowskiej, która była głównodowodzącą rozpoczęcia budowy Piaskowej Góry. Zaczęliśmy wówczas na bloku numer osiem budowę domów szeregowych z żużlobetonu. Któregoś dnia przyjechał do nas młody kierownik, nie znałem go wtedy, poinformował nas o tym, że Piaskowa Góra będzie rozbudowywana i niezbędna tam będzie znaczna siłą robocza, a co za tym idzie – dużo ludzi. Nie ukrywam, że zaintrygowało mnie to. W międzyczasie jednak przerzucili mnie na budowę szkoły (teraz znajduje się tam Szkoła Muzyczna na ulicy Piętnastolecia). Żądny jednak nowych wyzwań zgłosiłem się do inżyniera, zastępcy Pani Wesołowskiej sugerując, aby przydzielili mnie to powyższego tematu. Powiedział do mnie, że jestem młody i że wyśle mnie na kurs montażystów, co było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. W 1959 roku pojechałem do Wrocławia na to szkolenie. W międzyczasie byłem oddelegowany na inne budowy, gdzie prowadzone były roboty żelbetowe m.in wylewanie fundamentów pod zakład prefabrykacji, które – jak się później okazało – miało ogromy wpływ na moje życie jak i karierę zawodową. Tam poznałem pana Januara Bryszaka, był kierownikiem na danym zakresie robót. Pan kierownik January zapytał czy nie zechciałbym po zakończeniu budowy tejże fabryki dalej pracować w tym właśnie miejscu. FABRYKA DOMÓW. To mnie zaciekawiło. Nowa płyta, nikt o tym nigdzie nie słyszał. Był to temat stworzony jakby specjalnie dla mnie, a przynajmniej tak to wtedy odczuwałem. Dodatkowo dochodziły jeszcze bardziej trywialne aspekty: blisko do domu, stała praca bez włóczenia się po budowach. Zakład pracy, stanowisko – to był luksus w tamtych czasach w stosunku do budowy.
Jak wyglądała praca w tym zakładzie?
Był rok 1959 (grudzień), kiedy zakończyliśmy budowę zakładu prefabrykacji. Zaczął się montaż różnych urządzeń, co dla mnie było wielką ciekawością i nowością. Na budowie miałem jedynie taczkę, betoniarkę, łopatę, kielnię i nic więcej. Widziałem cieśli z siekierami i młotkami, którzy zbijali szalunki czy zbrojarzy, którzy wyginali i wiązali zbrojenie.
Tam natomiast świat dla młodego człowieka, którym wówczas byłem, wyglądał jak z przyszłości: suwnice, węzły betoniarskie, stoły szalunkowe, a także wszelkie inne maszyny robiły na mnie imponujące wrażenie. Krótko mówiąc, moja odpowiedź nie mogła być inna niż twierdząca. Odpowiedziałem więc kierownikowi, że bardzo chętnie, ale jednocześnie zapytałem o to czy będę miał możliwość awansowania. Zapewniał mnie, że tak tymi o to słowami: “Pan jest młodym człowiekiem, Pan tu możesz zostać kierownikiem nawet w przyszłości. Ja stwierdziłem: “Niech Pan nie żartuje ze mnie, bo nie widzę siebie jako kierownika” i rzeczywiście w tamtym momencie tak myślałem, nie zdając sobie zupełnie sprawy jak może potoczyć się moja dalsza kariera.
Jak powstawały pierwsze elementy budynków Piaskowej Góry?
Dobre pytanie, sam temat był dla mnie i moich kolegów początkowo ogromnym wyzwaniem byliśmy wręcz w szoku jak można taki wielki element 2,70 m na 3,40 m na 5,40 m wyprodukować? Jak go transportować i jak montować? Dla nas jako zakładu prefabrykacji kluczowe było pierwsze zagadnienie. Ułożyć mieszankę betonową w formie to jedno, ale potem trzeba gotową płytę jeszcze podnieść i przetransportować w inna część zakładu…
Do rzeczy, był 22 grudnia 1960 roku. Tego dnia rozpoczęliśmy pierwszą produkcję wielkiej płyty. W owym czasie pracowałem już jako betoniarz po skończonej zawodówce. Wraz z kolegami szykowaliśmy wspólnie formy pod pierwsze elementy wielkiej płyty. Pamiętam jak dziś, że podczas całego procesu byłem bardzo podekscytowany, wiedziałem, że tworzymy coś nowego, można powiedzieć – zmieniamy Świat. Jak się okazuje, ja wraz z moimi kolegami Kazimierzem Konarskim i Janem Borciuchem byliśmy pionierami i wspólnie stworzyliśmy pierwszy prefabrykat wielkiej płyty w Polsce. Po dwóch dniach, wiadomo beton musi związać, 24 grudnia 1960 roku w Wigilię przy udziale naszego Pana kierownika Januarego Bryczaka ściągaliśmy pierwszy prefabrykat. Wszyscy byliśmy w wielkiej niepewności, czy to nam się uda. Czy to nam nie popęka i jak to składać? Było wielkie ryzyko. Nie było odważnego do podniesienia płyty ze stołu szalunkowego. Wtedy ja złapałem za suwnicę i pomalutku podnieśliśmy ją. Udało się… hurraa! Wyprodukowaliśmy pierwszy prefabrykat w Polsce. WWP czyli Wielka Wrocławska Płyta.

Na przestrzeni paru następnych lat zdobywałem nieustannie doświadczenie, zostałem brygadzistą na mojej sekcji, zacząłem myśleć jednak o dalszej nauce i kształceniu się, ponieważ praca fizyczna przy moim zdrowiu nie za bardzo “wchodziła w grę”. Po czterech latach od wyprodukowania pierwszej pamiętnej WWP poszedłem do dwuletniej szkoły mistrzów. W 1966 po zrobieniu “mistrzówki” zostałem majstrem betoniarni. Z uwagi na to, że moje zamiłowanie do budownictwa z każdym rokiem rosło, chęci do pracy nie malały, a wręcz przeciwnie. Zdecydowałem się na dalsze kształcenie i poszerzanie wiedzy w Technikum Budowlanym, które ukończyłem 1970 roku. Moi przełożeni wiedzieli oczywiście moje zaangażowanie i to, że bardzo dobrze radzę sobie na powierzonych mi stanowiskach, w związku z czym po ukończeniu Technikum zaproponowano mi stanowisko kierownika konstrukcji stalowych, które z dumą przyjąłem.
Czy tylko budowaliście Państwo budynki mieszkalne?
Budowaliśmy również szpital, budowaliśmy hotel Sudety, a także szkoły, przedszkola, pawilony handlowe i wiele innych budynków użyteczności publicznej. Na wielu tych budynkach stosowana była konstrukcja stalowa, za którą osobiście odpowiadałem. Byłem głównym specjalistą od produkcji ram typu H, z której powstał m. in. szpital Górniczy. To była nowa technologia. W 1974 roku 1 kwietnia z powrotem wróciłem na zakład. Ale nie jako kierownik konstrukcji stalowych, a jako zastępca kierownika całego zakładu, czyli techniczny kierownik do spraw produkcji. Znałem całą technologię, byłem osobą “mobilną”, biegłą we wszystkich tematach. Wówczas kierownikiem był mój kolega Bogumił Ciborski, któremu zaproponowano prowadzenie fabryki domów w Świdnicy. Ja wówczas zostałem kierownikiem zakładu. To, co powiedział na początku January Bryszak, spełniło się. Jakby przewidział przyszłość. Natomiast ja, pełniąc to stanowisko, doskonale wiedziałem, że jestem w miejscu, w którym powinienem być. W zakładzie prefabrykacji przeżyłem przepiękne chwile i sporą część swojej zawodowej kariery. Z pewnością zostawiłem tam cząstkę siebie, z pasją tworząc konstrukcje pod przyszłe domy dla tysięcy mieszkańców Wałbrzycha. Pracowałem tam do 1987 roku.
Czy cała Piaskowa Góra została wybudowana dzięki temu zakładowi?
Nie tylko Piaskowa Góra. Dzięki temu zakładowi zostały wybudowane: Piaskowa Góra, Podzamcze, Gorce, Świebodzice. Produkowaliśmy dziennie dwanaście, trzynaście izb. Na każdą izbę składało się od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu elementów: schody, stropy, ściany, ściany osłonowe, ściany szczytowe i tak dalej. W międzyczasie zmieniały się technologie. Na początku ściany wewnętrzne robiliśmy żelbetowe, ściany osłonowe były różne – i z cerbetu, i z keramzytu. Co kilka lat zmienialiśmy technologie i fakturę. Robiliśmy ściany z mozaiki i z grysu białego. Na tym zakładzie produkowało się nie tylko prefabrykaty, ale również elementy nietypowe, takie jak: podciągi, słupy, rygle, wszystkie usługowe budynki były robione na tej fabryce. Jak ośrodek zdrowia – wszystko to jest konstrukcją szkieletową. Były słupy, rygle, podciągi. Wszystko montowano, spawano kładziono na to płyty stropowe itd.

Na koniec chciałbym wymienić budowniczych Piaskowej Góry i zarazem moich przyjaciół, którzy byli pionierami tej technologii w Polsce. dyrektor Czesław Matkowski, kierownicy budowy: Renia Mitręga, mgr. inż Janda Jadwiga, inż Roman Karpiński, Henryk Borowiecki, Jerzy Łapiński, inż Antoni Raczkowski, mgr. inż Jerzy Jędrowiak, mistrz Stanisław Samuł.
Fabryka Domów to nieodzowna cząstka mnie mógłbym powiedzieć takie “moje dziecko”. Odejście z niej było dla mnie bardzo trudne. Serdecznie chciałbym pozdrowić oraz podziękować wszystkim moim pracownikom, pracowniczkom, kolegom i koleżankom, z którymi miałem przyjemność współpracować przez te 30 przepięknych lat.

To chyba nie koniec historii?
W zasadzie można powiedzieć, że to dopiero początek. W tym roku skończyłem 84 lata, a w czerwcu tego roku minie mi 70 czynnej pracy, ale wracając do genezy tematu. Byliśmy imigrantami z Francji, którzy przyjechali początkowo do Gorc w 1946 roku, a później do Wałbrzycha. 25 lutego 1963 roku ożeniłem się. Moja żona była dyrektorem szkoły 37 na Piaskowej Górze. Mamy dwie córki Dorotę i Wiolette. Kiedy moja mama dostała spłatę z Francji po moim ojcu postanowiłem ją wykorzystać. Ale tak ją wykorzystać, żeby coś z tego było i tak to się zaczęło. Utworzyliśmy najpierw betoniarnię i wytwórnię pustaków czy nadproży. Tak powstała firma SiRbud. To był rok 1988, ale to już temat na kolejną rozmowę.
Dziękujemy za bardzo ciekawą rozmowę i za zdjęcia!

Polecamy Państwa uwadze film “Podzamcze Problem mieszkaniowy – 1981r”


https://www.youtube.com/watch?v=tPKJsIluwA0&t=138s

  Wałbrzyska filharmonia rozpoczyna nowy sezon

Share this content:

Opublikuj komentarz