Ładowanie
×

Rozmowa z Michałem Szczygłem, gwiazdą tegorocznych Dni Wałbrzycha

Podczas Dni Wałbrzycha fani śpiewają “jota w jotę” każdy Twój utwór. Jakie to uczucie?
To cieszy, gdyż przyjeżdżam z drugiego zakątka Polski, co prawda nie pochodzę z Warszawy, ale teraz tam mieszkam. Wiem, że większość ludzi, którzy mnie słuchają pochodzi z tamtych rejonów. Ja pochodzę z Nowego Sącza, czyli kawał drogi stąd. To jest super, że odwiedzam najdalsze zakątki naszego kraju i ludzie „jadą” te moje numery. To jest bardzo budujące i na pewno motywujące.
Jesteś finalistą programu “The Voice of Poland”. Co poradziłbyś innym młodym twórcom, aby ich zmotywować do upubliczniania swojej twórczości i próby startu chociażby w tego typu programach?
Każdy musi znaleźć swój sposób. Na pewno naszą zmorą narodową w pewnym sensie jest „banie się”. Bojaźliwość, czyli niepewność, boimy się zrobić jakiś krok, żeby nie odnieść porażki. Życie składa się z porażek, które przekuwa się w sukces. Tym, którym udaje się to, jest garstka, ale większość ma tak, że konsekwentna praca przez wiele lat równa się jakieś efekty. Ja radzę, aby do zawodu jakim jest bycie muzykiem podchodzić z serca. Robić to z takim – nie chcąc mówić „powołaniem” – ale z dodaniem emocji.
Większość Twoich utworów, która ukazała się na rynku bardzo szybko stała się hitami. Czy jest jakaś recepta na stworzenie przeboju?
To wygląda tak, że nigdy nie wiadomo, ale można pomóc utworowi, znając pewne struktury jego budowania, tej takiej „hitowości”. Trzeba się skupiać na tym, aby tekst trafiał do odbiorcy, żeby również brzmiał, żeby muzyka szła w parze z tekstem. To nie zawsze jest receptą na hit. Myślę, że dużo jest przypadku w tym, żeby coś było hitem, ale z drugiej strony warsztat i konsekwencja pracy. I próby, im więcej zrobisz piosenek, tym więcej masz szans, aby któraś stała się hitem.

I znów “muzyczne kulinaria”. Grasz z fajnym zespołem. Jest jakiś przepis na zebranie takiej ekipy, takiego składu?
U mnie to kwestia szczęścia, ale również dbanie o nich jak o dobrych kolegów i najlepszą rodzinę. Staranie się, żeby byli zadowoleni i chcieli spędzać czas razem. Na scenie to jest tylko godzina, dwie. Poza – mamy tego znacznie więcej – godziny w busie, godziny w hotelach. My musimy się lubić, tworzyć całą rodzinę, żeby chcieć razem podróżować, przekazywać dobrą energię, życzliwość i ciepło w całej Polsce. Myślę, że to jest taka ważna rzecz.
Czy myślałeś o tym, aby zmienić kierunek i tworzyć np. coś akustycznie, alternatywnie?
U mnie wygląda to tak, że tworzę numery mocno popowe, radiowe, mainstreamowe. Ale jednocześnie tworzę utwory, które nie osiągają komercyjnie tak dużych zasięgów. Są to utwory chociażby „Światło” czy „Możesz być kim chcesz”, które zagrałem dzisiaj. To nie są utwory stricte popowe, radiowe, jednakże mają swoich odbiorców. „Jakby co” jest takim utworem. Ostatnio, będąc w tramwaju, dziewczyna wstała i chcąc wyjść, powiedziała, że uwielbia numer „Jakby co”, który nie odbił się szerokim echem, jeżeli chodzi o festiwale czy radio, ale to był utwór, który wyszedł tak o…. i ktoś go posłuchał. To utwór, który nie był tak popularny jak „Adrenalina” czy „Spontan”. Spotykam osoby, które mówią mi, że to jest ten utwór. Ja wiem, że on ma inną wagę, że to jest inna dyscyplina. Wiem, że tworząc hit taki jak „Adrenalina” jestem w stanie też wykreować utwory, które są inne od tych “naj”. Mimo, że minęło pięć lat odkąd zacząłem przygodę ze sceną, nadal uważam, że jestem na początku drogi i kształtuję się jako artysta. Myślę, że to jest duży przywilej tego, że też mam wolną rękę w tworzeniu utworów. I wytwórnia, i osoby, z którymi pracuję dali mi kredyt zaufania i ja z tego korzystam, tworząc numery, które czuję, że chcę zrobić w danym momencie.
Ciężko było zrezygnować z piłki nożnej? Zostawić jedną pasję dla drugiej?
Trochę byłem zmuszony, ale pamiętam jak przy pierwszych wizytach u lekarza dostałem diagnozę, że nie mogę grać w piłkę jako dwunastolatek… to płacz był duży i duża „załamka”. Z drugiej strony, gdyby nie to, to pewnie nie rozmawialibyśmy dzisiaj ze mną jako piosenkarzem i autorem utworów. Także myślę, że wszystko – jak śpiewa Mrozu – „było po coś”. Na szczęście amatorsko mogę grać w piłkę dalej i cieszyć się tą wspaniałą grą oraz trzymać formę, która pomaga mi na koncertach i w życiu – bo sport to zdrowie.
Dziękujemy serdecznie za rozmowę i zapraszamy ponownie do Wałbrzycha.
Dziękuję.
Rozmawiał Paweł Szpur.

Share this content:

  Dwa nowe radiowozy

Opublikuj komentarz