| Wałbrzych: --°C
Wczytywanie teraz
×

Książańskie makabreski. Zbrodnie i tajemnice z czasów Hochbergów

Zabójstwa na drogach prowadzących do Książa, napaść w książęcym lesie, włamanie do zamku i profanacja mauzoleum. Dawne gazety zachowały historie, które odsłaniają mniej znane oblicze dawnego majątku Hochbergów. W przededniu Halloween przypominamy wydarzenia rozgrywające się w cieniu rezydencji. Być może duchów związanych z Książem jest więcej niż tych, które pojawiają się podczas popularnego nocnego zwiedzania. Książ kojarzy się z księżną Daisy, wizytami monarchów i przepychem arystokratycznej rezydencji. Jednak na kartach gazet z XIX i początku XX wieku obok relacji z dworskich uroczystości odnajdujemy wiadomości o przestępstwach, gwałtownych śmierciach i dochodzeniach prowadzonych w okolicy zamku. Bohaterami tych historii byli pracownicy majątku, mieszkańcy pobliskich miejscowości i przyjezdni. Nie wszystkie dramatyczne wydarzenia rozegrały się w samym zamku, ale łączyły się z Książem i światem ludzi żyjących w jego otoczeniu.

© Photo: Dariusz Gdesz
mobile: +48 796 689 301
www.gdesz.pro

Mężczyzna widziany w Książu i śmierć Lydii Kadelbach

Latem 1874 roku okolice Szczawienka i Książa żyły sprawą zabójstwa 31-letniej Lydii Kadelbach. Kobieta pracowała jako gospodyni u Wilhelma Kretschmera, właściciela browaru w Nieder Salzbrunn, na terenie dzisiejszego Szczawienka. W niedzielę 5 lipca, około godziny 17, Lydia została zaatakowana w miejscu nazywanym wówczas Kesselbusch, w pobliżu potoku Salzbach. Według urzędowego komunikatu została zgwałcona i uduszona. Sprawca zabrał jej kolczyki, broszkę oraz niewielką, szydełkowaną szarą sakiewkę z niebieską gwiazdą. Po odnalezieniu ciała brakowało także jednego buta i małego klucza z czterema nacięciami. Wałbrzyskie władze rozesłały szczegółowy rysopis poszukiwanego mężczyzny. Miał około 40 lat, był wysoki i silnie zbudowany, miał ciemne, lekko kręcone włosy, ciemne oczy i wąsy. Znakiem szczególnym był duży siniec pod prawym okiem. W opisie zwrócono również uwagę na jego jasne dłonie, kontrastujące z ciemniejszą twarzą. Poszukiwany miał być widywany 4 i 5 lipca w Książu oraz w okolicach Nieder Salzbrunn. Władze podejrzewały go również o podobne zabójstwo kobiety popełnione około pół roku wcześniej na terenie powiatu. Zachowany komunikat przedstawia to jako trop śledczy – nie przesądza, że mężczyzna rzeczywiście odpowiadał za obie zbrodnie.

Dwie Ernestine i noc grozy

Nieco ponad rok później okolice Książa i Świebodzic ponownie żyły wiadomościami o brutalnych atakach. Ofiarami dwóch zabójstw były kobiety noszące to samo imię: Ernestine Reuprich i Ernestine Homann. Wieczorem 9 października 1875 roku, między godziną 19 a 20, zamordowano 32-letnią Ernestine Reuprich ze Strzegomia. Od wielu lat pracowała w przędzalni w Świebodzicach. Następnego dnia odnaleziono jej ciało w pobliżu drogi strzegomskiej. Kobieta doznała ciężkich obrażeń głowy; zaginęły również należące do niej pieniądze i przedmioty. Tej samej nocy zginęła 27-letnia Ernestine Homann. Jej ciało znaleziono przy Alei Wiśniowej, na drodze prowadzącej w stronę Książa. Kobieta od zaledwie tygodnia pracowała w książęcym folwarku, a wcześniej była zatrudniona w cegielni w Szczawienku. Według późniejszego opracowania wieczorem 9 października Ernestine odwiedziła rodziców w Szczawienku. W drodze została zaatakowana. Gazeta z epoki informowała o kilku ranach głowy, których charakter wskazywał, że została zabita. Późniejsze opracowanie podaje także, że padła ofiarą gwałtu i rabunku. Śmierć Ernestine Homann przypomina o osobach, których codzienna praca pozwalała funkcjonować książęcemu majątkowi. Jej pobyt w Książu trwał zaledwie kilka dni.

Czy po okolicy grasował seryjny morderca?

W tym samym czasie napadnięto i ciężko pobito mieszkańca Dolnego Szczawna nazwiskiem Rosemann. Prasa informowała również o innych atakach w okolicy. Bliskość miejsc, podobieństwo niektórych zdarzeń i krótki czas między nimi sprawiły, że pojawiło się podejrzenie, iż może za nimi stać jeden sprawca. W śledztwie pojawiali się podejrzani. W późniejszej relacji dotyczącej zabójstwa Ernestine Reuprich wymieniono czeladnika kowalskiego Augusta Mätziga z Poniatowa. Nie ma jednak podstaw, by bez dalszych dowodów przypisać mu również śmierć Ernestine Homann czy Lydii Kadelbach. Nie ustalono też wyroku rozstrzygającego te sprawy. Pytanie, czy w okolicy działał seryjny morderca, pozostaje więc otwarte. Zachowane doniesienia świadczą natomiast o serii brutalnych przestępstw, które w połowie lat 70. XIX wieku wstrząsnęły mieszkańcami regionu.

Ciężarna kobieta znaleziona w lesie

W listopadzie 1885 roku w lesie zwanym wówczas Laxenberg, należącym do książęcych terenów leśnych, odnaleziono ciało Pauline Unger. Kobieta była w szóstym miesiącu ciąży. Śledztwo doprowadziło do Paula Waltera, występującego także pod nazwiskiem Bartsch. Według doniesień „Waldenburger Wochenblatt” mężczyzna przyznał się do uduszenia Pauline. Gazeta pisała o zazdrości jako tle tragedii. O sprawie informowano w kilku kolejnych numerach – od wiadomości o odnalezieniu ciała po doniesienia o przyznaniu się podejrzanego. Relacje pokazują, jak dramat rozgrywający się z dala od zamkowych salonów stał się tematem rozmów mieszkańców regionu.

Pracował w Książu. Zginął w Świebodzicach

W czerwcu 1908 roku życie stracił Johann Dumencik, 34-letni robotnik pochodzący z Chorwacji, zatrudniony w Książu przy wielkiej przebudowie zamku zainicjowanej tego roku przez księcia Hansa Heinricha XV von Hochberg-Pless.. Jego ciało znaleziono w toalecie świebodzickiej gospody „Zur Stadt Breslau”. Według ówczesnych doniesień został zamordowany i obrabowany. Sprawa przypomina, że w czasie rozbudowy zamku w okolicy pojawiali się pracownicy z różnych stron Europy. Przybywali w poszukiwaniu zajęcia, a ich losy splatały się z historią rezydencji. Gazety publikowały informacje o podejrzanych i późniejszym postępowaniu.

Nieproszeni goście w mauzoleum

Ponura historia wiąże się również z książęcym mauzoleum. W grudniu 1910 roku doszło tam do wtargnięcia, o którym pisała także prasa brytyjska. W doniesieniach pojawił się pies policyjny Lord, który miał podjąć trop prowadzący do pracownika majątku. Kilka miesięcy później śląska gazeta informowała natomiast o ustaleniu sprawców profanacji – mieli nimi być uczniowie świebodzickiej szkoły. Obie relacje nie wyjaśniają jednoznacznie wszystkich okoliczności ani tego, jak łączyły się ze sobą opisane w nich osoby. Na ich podstawie nie znamy też ostatecznego wyroku. Wtargnięcie do miejsca spoczynku Hochbergów poruszyło ówczesną opinię publiczną. Rodzinne mauzoleum, ukryte wśród zieleni książęcego parku, stało się miejscem policyjnego dochodzenia.

Złodzieje w książęcej rezydencji

W grudniu 1935 roku gazety doniosły o włamaniu do Książa. Skradziono stare monety, medale, kosztowne papierośnice, biżuterię i złote pierścienie. Wśród wymienionych przedmiotów znalazły się dwie obrączki opisane nazwiskiem Hochberg oraz pierścień z imieniem Hansa Heinricha XI. Prasa ostrzegała przed kupowaniem skradzionych kosztowności, nie podała jednak nazwisk sprawców ani dalszych losów łupu. Do wcześniejszych kradzieży doszło również w 1919 roku. „Waldenburger Zeitung” początkowo pisała o rozległej aferze, lecz już następnego dnia sprostowała wiadomość. Według późniejszej informacji chodziło o kradzieże przypisywane murarzowi, który zabierał przede wszystkim dywany. Gazeta zaprzeczyła też, by w sprawę był zamieszany policjant. To przypomnienie, że nawet najbardziej sensacyjne doniesienia warto sprawdzać w kolejnych numerach dawnych gazet – tam, gdzie po wielkim nagłówku może pojawić się sprostowanie.

Kto jeszcze błąka się po Książu?

Książ ma swoje legendy, tajemnicze zaułki i opowieści, które szczególnie mocno działają na wyobraźnię po zmroku. Popularne nocne zwiedzanie pozwala spojrzeć na rezydencję z innej perspektywy i spotkać postacie związane z jej historią. Przed Halloween warto pamiętać również o ludziach, których nazwiska zachowały się w prasowych notatkach: Lydii Kadelbach, Ernestine Homann, Pauline Unger czy Johannie Dumenciku. Ich losy są częścią dziejów osób żyjących i pracujących w otoczeniu Hochbergów. A gdy po zapadnięciu zmroku wiatr zaszumi w drzewach otaczających zamek, można przez chwilę pomyśleć, że w Książu i jego okolicach jest miejsce dla większej liczby duchów niż te, które pojawiają się podczas nocnego zwiedzania. Każdy z nich mógłby opowiedzieć inną historię – nie zawsze bajkową, ale wartą zapamiętania.

Źródło i fot. Zamek Książ 

 

Opublikuj komentarz