| Wałbrzych: --°C
Wczytywanie teraz
×

​Królewska uczta, która pobudzyła wszystkie zmysły – recenzja koncertu inaugurującego 49. sezon artystyczny w Filharmonii Sudeckiej

​Muzyczny wstęp w wielkim stylu
​Inauguracja nowego sezonu artystycznego w Filharmonii Sudeckiej to wydarzenie, na które melomani czekają z ogromną wręcz anielską cierpliwością. Tym razem na otwarcie przygotowano niezwykłe muzyczne wydarzenie zatytułowane „Królewska kolacja na 4 ręce” (z Partnerem Koncertu – firmą Yamaha). Był to absolutnie fenomenalny koncert, który składał się z tak różnorodnych części, że absolutnie każdy – niezależnie od swoich muzycznych preferencji – mógł wynieść z niego coś wyjątkowego dla siebie.

​Potęga blaszanych brzmień
​Wieczór zachwycił pod wieloma względami, a szczególną uwagę warto zwrócić na sekcję instrumentów dętych blaszanych, a przede wszystkim na waltornie, które lśniły i zachwycały swoim brzmieniem zarówno w pierwszej, jak i w drugiej części koncertu.

​Przestrzeń pełna dźwięków – zaskakujące ustawienie na scenie
​Już od pierwszych minut koncertu dało się zauważyć, że instrumenty zostały ułożone na sali zupełnie inaczej niż w tradycyjnym, klasycznym układzie symfonicznym. To przestrzenne eksperymentowanie nadało wydarzeniu unikalnego charakteru – między innymi rozdzielono kotły, które stanęły zarówno po prawej stronie, jak i na samym końcu sali, a harfa została zupełnie cofnięta pod tylną ścianę estrady. Ten intrygujący zabieg sprawił, że pierwsza część koncertu wybrzmiała w sposób absolutnie wyjątkowy, otaczając słuchaczy falą niespotykanych dotąd brzmień.

​Podróż do świata dźwięków i malarskich wizji
​Niezapomnianym punktem pierwszej części wieczoru było wykonanie utworu Hommage à Paul Klee Sándora Veressa – kompozytora, który po emigracji z Węgier osiadł w Szwajcarii i tam zaczął przekładać abstrakcyjne, geometryczne obrazy malarza na język dźwięków. Na scenie pojawili się artyści z Piano Duo – Agnieszka Zachaczewska-Książeki i
Krzysztof Książek grając na 4 ręce i dwa fortepiany z towarzyszeniem naszej Orkiestry. Była to genialnie zagrana odsłona, w której – co niezwykle istotne – prym wodziły nie tylko same fortepiany, lecz także wszystkie instrumenty smyczkowe. Stworzyły one przepiękne, spójne otoczenie dla fortepianowego brzmienia, idealnie się z nim uzupełniając i współgrając. Muzycy siedzący przy fortepianach potrafili zaskoczyć – grając, przekomarzali się czasami między sobą, momentami swobodnie tworząc wręcz fragmenty koncertu jazzowego! Co najważniejsze, audytorium mogło odbyć podróż zarówno do świata dźwięku, jak i do świata malarskich obrazów. Wizualizacje były tak pełne wyobraźni, że każdy ze słuchaczy zapewne wędrował w zupełnie innym punkcie wyobrażonej przestrzeni, czyniąc to przeżycie w pełni osobistym i unikalnym.

​Dyrygenturę Tomasiewicza opisać trzeba osobno
​Ogromną siłą tego wieczoru było również fenomenalne, pełne pasji dyrygowanie Macieja Tomasiewicza. Prowadzenie orkiestry bez przysłowiowej batuty, za to z ogromnym ładunkiem emocji i zaangażowaniem widocznym w każdym geście, dowodzi, jak wielkie starania wkłada dyrygent w to, aby wykonywane utwory stały na najwyższym światowym poziomie. Sposób, w jaki Tomasiewicz panuje nad zespołem, zasługuje z pewnością na opis w osobnym artykule.

​Żywiołowy finał i orkiestra, z którą każda kolacja to uczta
​Druga część koncertu przyniosła nieco więcej żywiołowości i rozmachu, nawiązując do królewskich tradycji – od uderzającej teatralnością uwertury do Semiramidy Gioacchina Rossiniego po pełną klasycznego blasku Symfonię nr 48 C-dur „Maria Teresa” Josepha Haydna. Gdyby orkiestra Filharmonii Sudeckiej miała oprawiać muzycznie każdą kolację, to nawet najskromniej czy najgorzej smakujący posiłek stałby się niesamowitą, królewską ucztą.

Wykwintna przystawka przed wielkim sezonem
​Na koniec trzeba zadać sobie pytanie: czy ten koncert faktycznie był tym, na co wskazywała jego nazwa, czyli królewską ucztą na 4 ręce? A może była to po prostu wyśmienicie przygotowana, wykwintna przystawka zapowiadająca to wszystko, co wspaniałego czeka nas w rozpoczynającym się 49. sezonie artystycznym?

​Krótko mówiąc – jak powiedziałby zapewne któryś z wielkich europejskich klasyków: Das schmeckt prima!

Paweł Szpur

Opublikuj komentarz